Krytyczna Racjonalistka

Fakt, iż jakiś pogląd jest szeroko rozpowszechniony, nie stanowi żadnego dowodu na to, że nie jest on całkowicie absurdalny. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że większość ludzkości jest zwyczajnie głupia, należy oczekiwać z dużym prawdopodobieństwem, iż powszechnie panujące przekonania będą raczej idiotyczne niż rozsądne.

Bertrand Russell

Dorosłe dziewczynki w szpilkach

Reblogowane od emiliakledzik:
Włoskie szpilki -

 "Włoskie szpilki" Magdaleny Tulli to opowieść o nieuchronnej winie wpisanej w rodzicielstwo. Bardzo wyeksploatowany temat i konwencję rodem z psychoterapeutycznej kozetki pisarka traktuje jednak w tak niebanalny sposób, że lektura tej książki przynosi ulgę. 

Zaryzykuję tezę, że ta książka może wzbudzać skrajne emocje. Większość facetów (nawet tych, którzy się znają) pewnie odłoży ją po pierwszej stronie i skomentuje, że to trochę bardziej górnolotne, ale wciąż menstruacyjne blubry. A może menopauzalne? Młode kobiety (te, ktore nie pamiętają już czasów PRL-u, ich data urodzenia oscyluje w okolicach Okrągłego Stołu) pewnie się rozczarują, że nie ma w tej książce baśniowego happy-endu. Jeśli natomiast "Włoskie szpilki" trafią do kogoś, kto: 1. Dorastał w peerelowskiej szarzyźnie; 2. Ma niepohamowaną skłonność do roztrząsania cierpień swojego dzieciństwa; 3. Kojarzy szkołę z miejscem, w którym odbywał się rytuał łamania indywidualności (czytaj: proces socjalizacji) 4. Lubi sprawnie napisane książki - jest duża szansa, że będzie mu dane głęboko ją przeżyć. 

 

 

Magdalena Tulli przyzwyczaiła nas do prozatorskich eksperymentów. Wszystkie książki podpisane jej nazwiskiem (włącznie z najnowszą) zostały nominowane do nagrody Nike. Kto czytał "Sny i kamienie", ten pamięta, jak bardzo odrealniona, poetycka, niełatwa była to proza. Tulli uwielbia zabawy formalne: z podmiotem w tekście, z perspektywą narracyjną, ze światem przedstawionym. I z całym tym bagażem świadomości warsztatowej pisze "Włoskie szpilki". A że jest to powieść (?) autobiograficzna, czytelnik znów powinien się spodziewać zakrętów, które przysłonią mu tożsamość bohaterki i autorki; czy będzie to zabawa z jej imieniem, czy zmiana typu narracji - są tym zbiorze opowiadań (?) właściwie wszystkie jej rodzaje. Czy to naprawdę potrzebne, by za historią tej kobiety/dziewczynki stał mój pisarski autorytet? - zdaje się pytać Tulli. Nie bądźmy plotkarzami. Udajmy, że nic nas to nie obchodzi.

 

 

Tak się złożyło, że zaczęłam czytać „Włoskie szpilki” zaraz po tym, jak skończyłam „Los utracony”. Z głową pełną myśli o tym, jak literatura radzi sobie z Shoah, wskoczyłam w opowieść, która nie odbiega daleko. Bo przecież – przekonuje Tulli – nie trzeba urodzić się najpóźniej w latach czterdziestych XX wieku, żeby nosić w sobie brzemię Zagłady. Wystarczy urodzić się w Polsce. Ona odziedziczyła je po matce – więźniarce obozu w Buchenwaldzie – której niezdolność do rodzicielskiej miłości zamieniła jej dzieciństwo w skute emocjonalnym lodem piekło. Jedna z najbardziej poruszających mikroczęści książki Tulli opowiada o tym, jak dorosła już córka czuwa przy łóżku umierającej, chorej na Alzheimera matki. Cofanie się w naznaczoną traumą obozu koncentracyjnego i okupacji przeszłość daje narratorce szansę na zrozumienie, że mapa łączących je emocji wytyczona została na długo zanim przyszła na świat. Choć jest świadomość, nie ma mowy o wybaczeniu.

 

 

Bohaterka „Włoskich szpilek” wciąż boryka się ze swoim niedopasowanej. Łatka „Innej”, przypięta jej w szkole, ma wiele odcieni: ociężałej intelektualnie, wiecznie zmęczonej, ospałej, spóźnialskiej uczennicy, która w klasowym stadzie zawsze zajmuje najbardziej podporządkowaną pozycję; córki pochodzącej z mieszanego, a więc politycznie podejrzanego, polsko-włoskiego małżeństwa; we Włoszech – pochodzącej z ubogiego świata za żelazną kurtyną, wreszcie – o czym mowa we wstrząsającym końcowym opowiadaniu książki – pół-Żydówki. Ponieważ nie potrafi się obronić przed surowym wyrokiem żadnej z oceniających ją instancji – szkoły, matki, kolegów z klasy – postanawia skupić się na przetrwaniu, na nieprzykuwaniu uwagi. Opowieść Tulli prowadzi do przygnębiającego wniosku, że niezbywalna inność oznacza życie w czarnej chmurze, w ciągłym lęku przed przyłapaniem.

 

 

A jednak, kiedy przychodzi moment konfrontacji dorosłej bohaterki z jej zaszczutym, zahukanym, dziecięcym „ja”, nie pojawia się żadna recepta, jak przetrwać straszny czas dorastania. Narratorka nie umie nic doradzić zobojętniałej, przestraszonej, apatycznej sobie sprzed lat - może tylko, by spróbowała więcej spać. To kolejny smutny wniosek – trauma dzieciństwa jest nieusuwalną częścią świadomej dorosłości, nie można jej ominąć, bo – jeśli wyciągnąć z niej dobre wnioski - bywa szkołą wrażliwości.

 

 

Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że dzieciństwo bohaterki „Włoskich szpilek” nie było typowe dla polskich dzieci urodzonych w PRL-u. Coroczne wakacje w Mediolanie dawały jej szansę otarcia się o świat, który w każdym wymiarze był lepszy, ładniejszy i prostszy. W tamtym świecie wojna objawiła się brakiem śmietanki do kawy, w świecie z którego przybyła – obozami zagłady. Obrazy mieszczańskich rodzin, przywiązanych do pięknych przedmiotów i salonowej etykiety, choć nieco pretensjonalne, uwydatniają szarość, nijakość i prostactwo tamtego świata w „zimnym kraju” na północy kontynentu. I choć powieści o nudzie PRL-u było już dziesiątki, wizja Tulli przekonuje mnie znacznie bardziej niż np. pomysł Antoniego Libery z „Madame” - gdzie znakiem zachodniego świata stają się kolorowe rajstopy nauczycielki francuskiego. Może dlatego, że wciąż trochę czuję się małą, nieszczęśliwą dziewczynką.

 

 

I jeszcze jedno – dla wszystkich, którzy spodziewają się szczęśliwego zakończenia, w którym z opresji kolegów ze szkoły i toksycznej matki nieszczęśliwą dziewczynkę wybawia przyszły mąż: nie będzie rycerza na białym koniu. Magdalena Tulli jest na to zbyt świadomą pisarką. „Włoskie szpilki” mają przecież oczyszczać i uwalniać - nie zniewalać. 

Teraz czytam

Dzieciozmagania. Z maluchem przez pierwsze 5 lat
Kaz Cooke
Pierwszy rok życia dziecka
Sandee E. Hathaway, Arlene Eisenberg, Heidi E. Murkoff
Metoda Lean Startup. Wykorzystaj innowacyjne narzędzia i stwórz firmę, która zdobędzie rynek
Eric Ries
Przeczytane:: 140/248 stron